PodcastsGeestelijke gezondheidZwierciadło Podcasty

Zwierciadło Podcasty

Zwierciadło
Zwierciadło Podcasty
Nieuwste aflevering

369 afleveringen

  • Zwierciadło Podcasty

    „Nie rządzi mną już głos, że jestem zerem”. Bartłomiej Kotschedoff o lęku przed bliskością i 10 latach terapii | „Mężczyzna jest człowiekiem”, odc. 16

    01-06-2026 | 1 u. 37 Min.
    „Gnojenie było immanentną częścią mojego dzieciństwa. 10 lat terapii longiem, a i tak jeszcze pracuję nad sobą” – mówi Bartłomiej Kotschedoff w podcaście Beaty Biały „Mężczyzna jest człowiekiem”. 10 lat terapii longiem, a i tak jeszcze pracuję nad sobą”. W tych kilku słowach kryje się doświadczenie coraz większej grupy mężczyzn, którzy próbują uwolnić się od wzorców wyniesionych z domu: nakazu bycia silnym za wszelką cenę, tłumienia emocji i przekonania, że z każdym problemem trzeba poradzić sobie samemu. Aktor opowiada o dzieciństwie naznaczonym surowością, o lęku przed bliskością, który przez lata sabotował jego relacje, oraz o terapii, dzięki której zaczął odzyskiwać kontakt ze sobą.
    Niektóre zdania słyszane w dzieciństwie zostają z nami na zawsze. Wracają w ważnych momentach życia, wpływają na decyzje, relacje i sposób, w jaki patrzymy na samych siebie. Bartłomiej Kotschedoff dorastał w domu, w którym najważniejszymi wartościami były praca, wytrwałość i samodzielność. Kiedy wraca pamięcią do tamtych lat, nie mówi o beztrosce czy dziecięcej lekkości. Mówi o wysiłku.
    „Walczyć, walczyć, walczyć”
    Najbardziej zapamiętał rodziców pracujących ponad siły i przekonanie, że człowiek nie powinien liczyć na pomoc z zewnątrz. Jak wspomina, z dzieciństwa pozostał mu obraz ciężkiej pracy na wsi oraz przekaz, że „nikt ci nie da, sam musisz wszystko zrobić”. W tym jednym zdaniu zawiera się doświadczenie całego pokolenia wychowanego w przekonaniu, że proszenie o wsparcie jest oznaką słabości.
    Towarzyszył temu jeszcze jeden komunikat, równie silny i równie wymagający. W domu słyszał, że trzeba „walczyć, walczyć, walczyć”, bo jeśli okaże się słabość, „to ci nikt ręki nie poda”. Dla chłopca taki przekaz staje się instrukcją obsługi świata. Problem zaczyna się wtedy, gdy okazuje się, że życie wymaga nie tylko siły, ale również wrażliwości.
    „Od dziecka czułem się ofiarą”
    Choć z zewnątrz wiele osób wydaje się świetnie funkcjonować, ich wewnętrzny świat bywa znacznie bardziej skomplikowany. Kotschedoff nie próbuje dziś łagodzić wspomnień ani opowiadać o przeszłości w sposób wygodny dla słuchacza. Przeciwnie. Mówi o niej z rozbrajającą szczerością.
    Przyznaje, że „gnojenie było immanentną częścią mojego dzieciństwa”. Nie używa wielkich słów ani psychologicznych definicji. Wystarcza jedno zdanie, by pokazać skalę doświadczeń, które zostawiają ślad na długie lata.
    Ten ślad nie zawsze jest widoczny. Często przybiera formę przekonań o własnej niewystarczalności, chronicznego poczucia winy albo wewnętrznego krytyka, który nieustannie podważa własną wartość. Jak sam przyznaje: „Od dziecka czułem się ofiarą”. Zaraz potem dodaje jednak coś jeszcze ważniejszego: „Najgorsze są wewnętrzne blizny i one nie znikają”.
    To właśnie te niewidoczne rany stają się często najtrudniejszym przeciwnikiem. Nie widać ich na zdjęciach, nie pokazują się podczas zawodowych sukcesów, ale potrafią wpływać na każdą sferę życia.
    Gdy bliskość budzi lęk
    Wychowanie do nieustannej walki ma swoją cenę. Czasem okazuje się nią niemożność zbudowania bliskiej relacji z drugim człowiekiem. Kotschedoff długo nie rozumiał, dlaczego mimo szczerych intencji tak trudno mu odnaleźć się w związkach.
    Przełom przyszedł dopiero wtedy, gdy zakończyła się jego pierwsza poważna relacja. Dziś wspomina ten moment jako bolesne, ale niezwykle ważne doświadczenie. Mówi, że był w pierwszym długim związku, który ostatecznie się rozpadł, ponieważ sam „zupełnie się rozpadł” i nie wiedział już, kim jest.
    „Mama była od bania się o mamę”
    Jednym z najbardziej poruszających momentów rozmowy jest ten, w którym Beata Biały pyta aktora o rolę matki w jego życiu. Odpowiedź pada szybko, ale zostaje w pamięci na długo. „Mama była od bania się o mamę” – mówi Kotschedoff i dzieli się doświadczenie dziecka, które zbyt wcześnie przejął odpowiedzialność za emocje dorosłych. Zamiast czuć się bezpiecznie, uczył się troszczyć o innych. Zamiast otrzymywać wsparcie, same stają się wsparciem.
  • Zwierciadło Podcasty

    Świetliste chmury i przybysze z kosmosu. Marek Bimer i Natalia Bimer o wystawie „Oświecenie”, która przyciągnęła tłumy | „Szklane domy” odc. 1

    29-05-2026 | 1 u. 12 Min.
    Rodzinnie prowadzą Bimer Studio, ale każde z nich jest autonomicznym artystą. Marek, rzeźbiarz, grafik, wieloletni twórca branży reklamy i jego córka Natka multidyscyplynarną projektantką, kuratorka sztuki właśnie zorganizowali wystawę ponad stu prac na 1200 metrach kwadratowych starej hurtowni farmaceutyków przy ulicy Barskiej w Warszawie, którą można odwiedzać do 31 maja. W naszym nowym podcaście „Szklane domy” opowiadają Marcie Kowalskiej o przedsięwzięciu, w które wielu nie wierzyło i o tym, jakie emocje i wyzwania wiążą się z rodzinną działalnością artystyczną.
    Po takiej skali wystawy można byłoby się spodziewać, że jest ekspozycją monograficzną, podsumowującą. A jednak „Oświecenie” wprowadza nas w mikrokosmosy, które nieustannie tworzą się wokół działań Bimer Studio. I choć bardzo popularne „Bimery”, szalenie modne lampy wpisujące się w ideę collectible design wprowadziły prace tego rodzinnego kolektywu do wielu domów, to źródło swojego światła mają w bezkompromisowej sztuce.
    Między rzeźbą, grafiką a światem reklamy
    Marek Bimer ma za sobą kilkadziesiąt lat nieustannych twórczych poszukiwań. Absolwent ASP, wychowany w pracowni po Alinie Szapocznikow i Romanie Cieślewiczu ma w swojej historii mit założycielski, ale meandrując między rzeźbą, grafiką a światem reklamy zawsze wybierał swoje ścieżki. Urodził się w 1962 roku w środowisku, gdzie sztuka nie była wyborem, ale warunkiem atmosferycznym. Matka rzeźbiarka, ojczym rzeźbiarz, historyczna pracownia jako dziecięce podwórko. To, co robi dziś, nie jest jednak typową kontynuacją. Można ją raczej nazwać opowieścią i twórczością w obrębie własnego języka.
    Skłębione chmury, dziwne kwiaty, grzyby i... obcy
    Najwcześniejsze prace Bimera reprezentują przede wszystkim dziedziny grafiki i rzeźby - głównie w brązie, aluminium, stali, żywicy. Artysta parał się jednak także fotografią i któregoś dnia dostrzegł dzięki temu flarę światła padającą na jedną ze swoich form. Od tego momentu to właśnie światło stało się jedną z jego ulubionych „materii”. Najnowsze dzieła Bimera, określane jako rzeźby światła wykonywane są głównie z żywicy i włókna szklanego. Przywodzą na myśl ławice ryb, skłębione chmury, dziwne kwiaty, grzyby, czasem nawet obcych.
    Artysta sam o sobie mówi: „Jestem rzeźbiarzem. Obiekty świetlne są odnogą, którą zbudowałem, wychodząc z formy rzeźbiarskiej."
    Miejsce wystawy - hurtownię przy Barskiej znalazła córka Bimera, Natka. Od lat, wraz z partnerem Kubą Różyckim i przyjaciółmi działają ramię w ramię z Markiem. Natalia sama jest wykształconą rodzinnie i akademicko artystką, absolwentką tej samej warszawskiej ASP, wieloletnią rysowniczką „Przekroju”. Spełnia się profesjonalnie jako niesamowicie wrażliwa i czuła na konteksty kuratorka i narratorka sztuki. To ona zobaczyła w urbexowej przestrzeni idealne miejsce dla wystawy „Oświecenie”. Jej tekst kuratorski buduje pomocne tło dla niesamowitych przestrzeni postindustrialnych wystawy „zaludnionych” przez obiekty Bimerów i duchy ich bliskich. A to że niektóre z tych obiektów są powielane i można mieć w domu, nie odbiera im magii. „Granica między sztuką a designem jest oczywista tylko dla tych, którzy boją się ją przekroczyć” - mówi Natka Bimer.
    Dłuższej opowieści o Bimer Studio wysłuchacie w pierwszym odcinku naszego podcastu „Szklane domy”.
  • Zwierciadło Podcasty

    „Nie pozwalam już innym zarządzać swoją energią”. Kamilla Baar o najważniejszej podróży... wewnątrz siebie | „Ukryte piękno”. odc. 27

    28-05-2026 | 1 u. 1 Min.
    „Zawsze byłam ekscentryczna i miałam ekscentryczną rodzinę. W młodości zrozumiałam, dlaczego jestem wrażliwa na sztukę i nie jestem odporna na przemoc” – to zdanie Kamilli Baar mogłoby być początkiem nie tylko biografii, ale i mapy wewnętrznej, którą aktorka rysuje w rozmowie z Beatą Biały w podcaście „Ukryte piękno”. W świecie, który lubi szybkie narracje i jeszcze szybsze definicje, zapraszamy do opowieści o czymś odwrotnym: zwolnieniu, wsłuchaniu się i zgodzie na to, że najważniejsze rzeczy nie zawsze nadają się do „sprzedania”.
    „Dlaczego nie sprzedajesz codzienności, jak niektórzy?” – pyta Beata Biały. Odpowiedź Kamili Baar jest krótka, niemal zawieszona w powietrzu: „niemówienie o czymś to jest magia”. W tym napięciu między tym, co wypowiedziane i tym, co pozostaje prywatne, rodzi się główny temat rozmowy: granice, energia i prawo do własnej ciszy.
    Podróż, która dzieje się w środku
    W centrum rozmowy powraca motyw wewnętrznej drogi – nie spektakularnej, ale konsekwentnej. „Najciekawszą podróż człowiek wykonuje wewnątrz siebie” – mówi aktorka, odwracając uwagę od zewnętrznych ról, które zwykle przypisuje jej świat.
    Z tej perspektywy codzienność staje się materiałem do pracy nad sobą. „Spokój zaczyna się od samoobserwacji. Kiedy na koniec dnia zaczniesz się zastanawiać… kiedy byłaś smutna, kiedy się śmiałaś, zaczniesz robić swoją mapę” – wyjaśnia Baar. Ta „mapa” nie prowadzi do jednego celu. Jest raczej praktyką uważności, która pozwala rozpoznać, gdzie naprawdę jesteśmy, zanim zdecydujemy, dokąd zmierzamy.
    Między światłem a cieniem
    Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy jest relacja z własnymi trudnymi doświadczeniami. Kamilla Baar nie buduje narracji wyłącznie afirmacyjnej – przeciwnie, pokazuje, że wewnętrzne piękno nie jest stanem danym raz na zawsze.
    „Trudności życiowe i jak byłam traktowana przez ludzi przybliżyły mnie do jogi, a ona do wewnętrznego dobra i piękna. Teraz jestem po jasnej stronie i widzę, kiedy wciąga mnie ciemna strona” – mówi. W tej deklaracji nie ma łatwego triumfu. Jest raczej świadomość, że praca nad sobą to proces ciągłego wyboru.
    Potrzeba, energia, decyzje
    Rozmowa dotyka również bardzo praktycznego wymiaru życia wewnętrznego. „Wszystko w życiu bierze się z potrzeby. Nigdy nie mogę się odwrócić od moich potrzeb” – podkreśla aktorka, wskazując na moment, w którym zaczęła świadomie zarządzać własną energią.
    To właśnie energia – jej ochrona i uważne kierowanie – staje się jednym z kluczowych pojęć odcinka. „Nie pozwalam już zarządzać swoją energią. Jak coś mi nie służy, to się po prostu wycofuję” – mówi bez wahania.
    Gdy życie przestaje pasować
    Jednym z najbardziej poruszających fragmentów rozmowy jest opowieść o momentach kryzysu. „Tak, nawet nie kilka razy, miałam wrażenie, że jestem w domu nie z moich cegieł i bliski jest mi ból istnienia” – przyznaje aktorka, nawiązując do doświadczenia egzystencjalnego niepokoju.
    Jednocześnie podkreśla dystans do przeszłości: „Nie lubię do nich wracać, bo mam talent zapominania, nie rozpamiętuję w ogóle”. To nie wyparcie, lecz świadomy wybór nieprzedłużania cierpienia.
    Rozmowę z Kamillą Baar można znaleźć też w drugim wydaniu książki „Kobiece gadanie 2”, która doskonale rezonuje z tematami, które wybrzmiewają w podcaście. To książka o kobietach, które nie boją się mówić własnym głosem – również wtedy, gdy jest on cichy, nieoczywisty i wymyka się współczesnej presji perfekcji. Bohaterki „Kobiecego gadania 2” opowiadają o emocjach, relacjach, duchowości i codziennych wyborach z podobną szczerością, z jaką Baar mówi o samoobserwacji, energii i potrzebie życia w zgodzie ze sobą. To publikacja, która nie daje gotowych recept, ale zachęca do najważniejszej podróży – tej prowadzącej do własnego wnętrza.
  • Zwierciadło Podcasty

    „Narcyz uwodzi przez słowa, nie przez czyny”. Jak być kochaną i kochać? | „Przerwa na kawę z Kasią Miller o miłości” odc. 3

    22-05-2026 | 56 Min.
    „Dziewczyny bardziej marzą o miłości. I to o miłości totalnej, która zabierze cały ból” – mówi Katarzyna Miller w 3. odcinku podcastu „Przerwa na kawę z Kasią Miller”,a szczera, momentami brutalna analiza tego, dlaczego tak często mylimy miłość z głodem emocji, a bliskość z walką o uwagę.
    W rozmowie z Joanna Olekszyk psycholożka rozbraja nasze wyobrażenia o relacjach: tłumaczy, dlaczego ciągnie nas do narcyzów, czemu spokojni partnerzy wydają się „nudni” i co zrobić, żeby przestać błagać świat o uczucie. To rozmowa o emocjonalnym chaosie współczesnych relacji, ale też o dojrzewaniu do miłości, która nie boli.
    Miłość jako ratunek od cierpienia
    W kulturze, która sprzedaje miłość jako lekarstwo na samotność, łatwo uwierzyć, że druga osoba ma nas „naprawić”. Katarzyna Miller zauważa, że szczególnie kobiety wychowywane są w przekonaniu, że prawdziwe uczucie powinno być totalne – intensywne, wszystko obejmujące, najlepiej takie, które natychmiast uleczy stare rany.
    – „Dziewczyny bardziej marzą o miłości. I to o miłości totalnej, która zabierze cały ból” – mówi psycholożka.
    To właśnie dlatego tak często ignorujemy sygnały ostrzegawcze. Chcemy wierzyć, że tym razem będzie inaczej. Że ktoś zobaczy nasze zranienia i zamiast je pogłębiać – ukoi. Problem w tym, że desperacja emocjonalna jest widoczna bardziej, niż nam się wydaje.
    – „Niestety pokazujemy zbyt dużo na zewnątrz, co się w nas dzieje, nawet jak się kryjemy” – zauważa Miller.
    I właśnie tę emocjonalną szczelinę bardzo szybko wyczuwają osoby manipulujące.
    Narcyz uwodzi obietnicą
    W podcastowej rozmowie mocno wybrzmiewa temat relacji z narcyzami. Nieprzypadkowo. Media społecznościowe, kultura autopromocji i emocjonalny głód stworzyły idealne warunki dla ludzi, którzy świetnie mówią o miłości, ale fatalnie ją praktykują.
    – „Narcyz to jest łajdak” – mówi bez dyplomatycznych uników Katarzyna Miller.
    I dodaje jedno z najcelniejszych zdań całej rozmowy: – „Narcyz uwodzi przez słowa, nie przez czyny”.
    To zdanie trafia w sedno współczesnych relacji. Wielkie deklaracje, intensywność od pierwszego dnia, poczucie wyjątkowości – wszystko to może działać jak narkotyk. Szczególnie na osoby, które desperacko chcą poczuć się ważne i wybrane.
    Joanna Olekszyk pyta więc wprost: dlaczego tak często próbujemy utrzymać relację z człowiekiem, który nas rani, a sabotujemy związki z „porządnymi chłopakami”?
    To pytanie brzmi niewygodnie, ale właśnie dlatego wywołuje tak silny rezonans. Stabilność bywa mylona z nudą, a emocjonalny rollercoaster – z namiętnością. Jeśli ktoś dorastał w chaosie albo musiał walczyć o uwagę, spokojna relacja może wydawać się podejrzana. Za mało intensywna. Za mało dramatyczna, by uznać ją za „prawdziwą”.
    Emocje nie są problemem
    Emocje nie są problemem
    Jednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy jest ten o emocjach. Katarzyna Miller przekonuje, że nie należy ich tłumić ani hierarchizować.
    – „Emocje są jak kamienie szlachetne” – mówi psycholożka.
    Każda emocja niesie informację. Złość pokazuje przekroczone granice. Smutek pozwala przeżyć stratę. Lęk ostrzega. Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek zamyka się tylko w jednej emocji.
    – „Jeśli używasz tylko smutku…” – zaczyna Miller, pokazując, że wiele osób wręcz przywiązuje się do własnego cierpienia, bo ono staje się częścią ich tożsamości.
    W podobnym tonie mówi o empatii. Psycholożka rozróżnia dwa jej rodzaje: taki, w którym ktoś całkowicie utożsamia się z naszym cierpieniem, oraz dojrzalszy – oparty na obecności i zrozumieniu.
    – „Są dwa rodzaje empatii, kiedy matka się utożsamia z cierpieniem córki i taka, kiedy mówimy komuś: rozumiem, przez co przechodzisz”.
    Ta druga forma buduje relacje bez emocjonalnego pochłaniania drugiej osoby. Bez duszenia miłością.
    Najbardziej przewrotna myśl całej rozmowy pojawia się wtedy, gdy Joanna Olekszyk mówi: – „Żeby być kochaną, warto sobie uświadomić, że nie musisz być kochaną”.
    Katarzyna Miller zachęca więc, by inaczej spojrzeć na siebie i własne słabości.
  • Zwierciadło Podcasty

    o rodzeństwie | „Przerwa na kawę z Kasią Miller o miłości” odc. 3

    22-05-2026 | 56 Min.
    „Dziewczyny bardziej marzą o miłości. I to o miłości totalnej, która zabierze cały ból” – mówi Katarzyna Miller w 3. odcinku podcastu „Przerwa na kawę z Kasią Miller”,a szczera, momentami brutalna analiza tego, dlaczego tak często mylimy miłość z głodem emocji, a bliskość z walką o uwagę.
    W rozmowie z Joanna Olekszyk psycholożka rozbraja nasze wyobrażenia o relacjach: tłumaczy, dlaczego ciągnie nas do narcyzów, czemu spokojni partnerzy wydają się „nudni” i co zrobić, żeby przestać błagać świat o uczucie. To rozmowa o emocjonalnym chaosie współczesnych relacji, ale też o dojrzewaniu do miłości, która nie boli.
    Miłość jako ratunek od cierpienia
    W kulturze, która sprzedaje miłość jako lekarstwo na samotność, łatwo uwierzyć, że druga osoba ma nas „naprawić”. Katarzyna Miller zauważa, że szczególnie kobiety wychowywane są w przekonaniu, że prawdziwe uczucie powinno być totalne – intensywne, wszystko obejmujące, najlepiej takie, które natychmiast uleczy stare rany.
    – „Dziewczyny bardziej marzą o miłości. I to o miłości totalnej, która zabierze cały ból” – mówi psycholożka.
    To właśnie dlatego tak często ignorujemy sygnały ostrzegawcze. Chcemy wierzyć, że tym razem będzie inaczej. Że ktoś zobaczy nasze zranienia i zamiast je pogłębiać – ukoi. Problem w tym, że desperacja emocjonalna jest widoczna bardziej, niż nam się wydaje.
    – „Niestety pokazujemy zbyt dużo na zewnątrz, co się w nas dzieje, nawet jak się kryjemy” – zauważa Miller.
    I właśnie tę emocjonalną szczelinę bardzo szybko wyczuwają osoby manipulujące.
    Narcyz uwodzi obietnicą
    W podcastowej rozmowie mocno wybrzmiewa temat relacji z narcyzami. Nieprzypadkowo. Media społecznościowe, kultura autopromocji i emocjonalny głód stworzyły idealne warunki dla ludzi, którzy świetnie mówią o miłości, ale fatalnie ją praktykują.
    – „Narcyz to jest łajdak” – mówi bez dyplomatycznych uników Katarzyna Miller.
    I dodaje jedno z najcelniejszych zdań całej rozmowy: – „Narcyz uwodzi przez słowa, nie przez czyny”.
    To zdanie trafia w sedno współczesnych relacji. Wielkie deklaracje, intensywność od pierwszego dnia, poczucie wyjątkowości – wszystko to może działać jak narkotyk. Szczególnie na osoby, które desperacko chcą poczuć się ważne i wybrane.
    Joanna Olekszyk pyta więc wprost: dlaczego tak często próbujemy utrzymać relację z człowiekiem, który nas rani, a sabotujemy związki z „porządnymi chłopakami”?
    To pytanie brzmi niewygodnie, ale właśnie dlatego wywołuje tak silny rezonans. Stabilność bywa mylona z nudą, a emocjonalny rollercoaster – z namiętnością. Jeśli ktoś dorastał w chaosie albo musiał walczyć o uwagę, spokojna relacja może wydawać się podejrzana. Za mało intensywna. Za mało dramatyczna, by uznać ją za „prawdziwą”.
    Emocje nie są problemem
    Emocje nie są problemem
    Jednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy jest ten o emocjach. Katarzyna Miller przekonuje, że nie należy ich tłumić ani hierarchizować.
    – „Emocje są jak kamienie szlachetne” – mówi psycholożka.
    Każda emocja niesie informację. Złość pokazuje przekroczone granice. Smutek pozwala przeżyć stratę. Lęk ostrzega. Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek zamyka się tylko w jednej emocji.
    – „Jeśli używasz tylko smutku…” – zaczyna Miller, pokazując, że wiele osób wręcz przywiązuje się do własnego cierpienia, bo ono staje się częścią ich tożsamości.
    W podobnym tonie mówi o empatii. Psycholożka rozróżnia dwa jej rodzaje: taki, w którym ktoś całkowicie utożsamia się z naszym cierpieniem, oraz dojrzalszy – oparty na obecności i zrozumieniu.
    – „Są dwa rodzaje empatii, kiedy matka się utożsamia z cierpieniem córki i taka, kiedy mówimy komuś: rozumiem, przez co przechodzisz”.
    Ta druga forma buduje relacje bez emocjonalnego pochłaniania drugiej osoby. Bez duszenia miłością.
    Najbardziej przewrotna myśl całej rozmowy pojawia się wtedy, gdy Joanna Olekszyk mówi: – „Żeby być kochaną, warto sobie uświadomić, że nie musisz być kochaną”.
    Katarzyna Miller zachęca więc, by inaczej spojrzeć na siebie i własne słabości.
Meer Geestelijke gezondheid podcasts
Over Zwierciadło Podcasty
„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu. Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.
Podcast website

Luister naar Zwierciadło Podcasty, Rust in je hoofd en vele andere podcasts van over de hele wereld met de radio.net-app

Ontvang de gratis radio.net app

  • Zenders en podcasts om te bookmarken
  • Streamen via Wi-Fi of Bluetooth
  • Ondersteunt Carplay & Android Auto
  • Veel andere app-functies